Wielkanoc w dawnym Elblągu w świetle doniesień prasowych

Jak Święta Wielkanocne spędzano w przedwojennym Elblągu? Okazuje się, że część sposobów spędzania tego okresu i kultywowanych zwyczajów była zbieżna z naszymi, część jednak od nich odbiegała, zwłaszcza iż przeważająca większość elblążan była wyznania protestanckiego.  Przede wszystkim zdziwić się mogą wszyscy ci, którzy uważają, że komercjalizacja Świąt to symbol naszych czasów. Już w 1912 r. gazeta „Elbinger Neueste Nachrichten” utyskiwała na to zjawisko, zapytując retorycznie: „Gdzie się podziały dawne czasy, kiedy na Święta piekło się tylko precle i farbowało jajka?” i stwierdzając ironicznie, że gdyby to było możliwe, w wielu wypadkach zajączkowi wepchnięto by do torby z prezentami nawet automobil. Co ciekawe, artykuł w podobnym tonie opublikowała ta gazeta również dwa lata później, tym razem dostrzegając znaczenie Wielkanocy dla różnych branż ogólnonarodowej gospodarki i rozwodząc się szczególnie nad nowym obyczajem pakowania wszelkiego rodzaju upominków – od alkoholi przez kosmetyki do zabawek – w atrapy jajek wielkanocnych. Stwierdzić trzeba, że elblążanom, którzy mieli dzieci i musieli w związku z tym wyręczać zajączka, nie było w tym okresie łatwo także z innych powodów: zarówno przed I wojną światową, jak i po niej początek roku szkolnego miał w Elblągu miejsce w kwietniu (w okresie Cesarstwa Niemieckiego i Republiki Weimarskiej rok szkolny mógł rozpoczynać się różnie w zależności od regionu). W związku z tym oprócz prezentu „od zajączka” należało również zaopatrzyć dzieci w przybory szkolne i – o ile był to początek ich edukacji – w rożek ze słodyczami i drobiazgami. Oprócz tego w tym okresie odbywały się również konfirmacje – w wielu elbląskich parafiach przed I wojną światową młodzież konfirmowano w Niedzielę Palmową. W związku z tym w działach reklam ówczesnej lokalnej  prasy reklamy czekoladowych jajek konkurują z reklamami tornistrów i zegarków, które stanowiły wymarzony podarunek na okoliczność konfirmacji. Swoje „żniwa” miały w tym okresie także sklepy jubilerskie, gdyż wiele zakochanych par uważało, że Wielkanoc to doskonały czas na zaręczyny.

 

Przełom XIX i XX w. to okres dynamicznych przemian społecznych, przyspieszonych następnie za sprawą I wojny światowej. Przemiany te dają się zauważyć również na polu obyczajowości, związanej także z obchodami Świąt Wielkanocnych. I tak w 1912 r. dziennik „Elbinger Neueste Nachrichten” rozważał zasadność chowania kolorowych jajek, szukanych następnie przez dzieci, skoro w obecnych czasach większość rodzin, mieszkając w kamienicach czynszowych, nie dysponuje własnym ogrodem. Gazeta zachęcała jednak usilnie, by nie zarzucać tego zwyczaju, zastępując go po prostu wręczeniem jajek, pozbawiając tym samym dzieci wiary w baśnie i cuda, lecz by podtrzymywać tradycję w zmodyfikowany sposób, ukrywając jajka na podwórzu czy choćby w mieszkaniu.

Niezbędnych przedświątecznych zakupów dokonywano w elbląskich sklepach, przede wszystkim zaś na odbywającym się dwa razy w tygodniu targu, którego główna część skupiała się na Friedrich-Wilhelm-Platz. Powodzeniem cieszyły się zwłaszcza jajka i wyczekiwane tęsknie nowalijki – rzodkiewki, sałata, szpinak, trybula, szczaw. Chętnie nabywano także wiosenne kwiaty, zarówno cięte jak i doniczkowe: żonkile, narcyzy, przebiśniegi, niezapominajki, bratki, prymule czy lilie długokwiatowe, zwane w niemieckiej tradycji liliami wielkanocnymi, dostarczane przez miejscowych ogrodników lub rolników z okolicznych wsi. Czasami pojawiały się także rzadsze rośliny – w Wielką Sobotę 1939 r. na elbląskim targu można było nabyć fiołki drobne, przywiezione z Kępin Wielkich, gdzie dziko rosły.  Niestety już przed I wojną światową na elbląskim rynku można było zaopatrzyć się także w sztuczne kwiaty, cenione przez wielu za ich „praktyczność”. Sprzedawane były również bazie oraz – mniej oczywiste w kontekście Wielkanocy – gałązki brzozowe i jałowcowe. Wstawiano je do wody, by w drugi dzień Świąt posłużyły do kultywowania zwyczaju „Schmackostern”, jak nazywano chłostanie, przede wszystkim młodych dziewcząt, witkami (zwyczaj ten ma pogańskie korzenie i odwołuje się do praktyk, mających zapewniać zdrowie, płodność i urodzaj). Kupującym oferowano także gałęzie jodły, z których przyrządzano stroiki na groby, gdyż dawni elblążanie w okresie Świąt, będących zwycięstwem Chrystusa – Życia nad śmiercią nawiedzali groby swoich bliskich. Groby dekorowane były w tym czasie często także bluszczem. W okresie przed I wojną światową w gałęzie jodłowe elbląski targ był zaopatrywany głównie za sprawą mieszkańców Kolonii Pangritza,  przyłączonej do miasta w 1912 r. W latach trzydziestych XX w. stoiska z warzywami i kwiatami skoncentrowane były głównie w okolicach dzisiejszego Placu Wolności. Wiosennego charakteru przydawało temu miejscu obsadzenie go kwitnącymi na ogół w okolicach Wielkanocy krzewami forsycji.

Mimo iż w niemieckiej tradycji Wielki Tydzień określany był niekiedy mianem „cichego” („stille Woche”), nie stroniono nawet w tym czasie od tańców czy innych imprez, i tak np. w Niedzielę Palmową 1914 r. w lokalu Passenheim Festsäle odbywała się duża potańcówka, zaś przez cały okres Wielkiego Tygodnia w Gesellschaftshaus miały miejsce walki bokserskie (m. in z udziałem niejakiego Urbanskiego z Polski). Z kolei w Wielki Czwartek 1939 r. tańce urządzane były w popularnym lokalu Erholungsheim. Zakaz – i to w dodatku urzędowy – organizowania potańcówek i innych „głośnych” imprez obowiązywał jedynie w pewnych okresach w Wielki Piątek i tak np. elbląski dziennik „Freie Presse” przypominał w 1930 r., iż również w tym roku, podobnie jak w poprzednim, Wielki Piątek stoi „pod prawną ochroną”. Ponieważ jednak już w okresie międzywojennym Wielki Piątek, jako najważniejsza uroczystość w protestanckim kalendarzu liturgicznym, był w Niemczech dniem ustawowo wolnym od pracy, wielu elblążan traktowało go jako wstęp do przedłużonego świętowania, wybierając np. na wiosenny spacer do  Bażantarni. Przez cały okres Wielkiego Tygodnia elbląskie chóry kościelne i towarzystwa śpiewacze dawały koncerty muzyki pasyjnej, zaś największą renomą cieszył się wielkopiątkowy koncert Elbląskiego Chóru Kościelnego, powstałego już w 1871 r. przy parafii NMP.  W ramach tych koncertów elblążanie wysłuchać mogli najwspanialszych utworów niemieckiej muzyki pasyjnej, w 1912 r. było to np. oratorium Carla Loewe „Das Sühneopfer des neuen Bundes”. Tuż przed I wojną światową elblążanie mogli się także w Wielki Piątek wybrać na koncert muzyki pasyjnej do Teatru Miejskiego, w ramach którego prezentowano nieco „lżejszy” program niż ten proponowany przez Chór Kościelny – w 1912 r.  zgromadzona w teatrze publiczność wysłuchać mogła m. in. VI symfonii Beethovena, fragmentu opery „Parsifal” Wagnera oraz deklamacji wiersza „Die Wallfahrt nach Kevelaer” Heinego, traktującego o nadreńskim sanktuarium maryjnym. Z kolei w 1928 r. teatr był w Wielki Piątek zamknięty, elblążanie mogli za to skorzystać w tym dniu z oprowadzania kuratorskiego po otwartej niedawno wystawie prac malarskich królewieckich artystów.

Jednocześnie Wielki Piątek, niezależnie od tego, kiedy wypadał, był niejako nieformalnym początkiem wiosny i sezonu turystycznego, tuż przed Świętami Wielkanocnymi wznawiano bowiem regularne połączenia parowcowe z Krynicą Morską, otwierały się wówczas także pierwsze hotele i pensjonaty w tym kurorcie.   W 1938 r. nowy motorowiec przewoźnika A. Zedlera o imieniu „Frisches Haff” wypłynął w swój pierwszy rejs już w Wielki Czwartek.

Dawni elblążanie nie spędzali Wielkanocy wyłącznie w gronie rodzinnym. Począwszy od Niedzieli Wielkanocnej w różnych lokalach odbywały się imprezy taneczne czy nawet „bale wielkanocne”, jak je nazywano. Ponieważ w mieście działało wiele różnorakich towarzystw, zrzeszających liczne grono mieszkańców, wiele z nich organizowało w pierwszy i drugi dzień Świąt zebrania, wycieczki i – jeśli w okolicach Świąt wypadała rocznica powstania towarzystwa – tzw. „święta założycielskie” („Stiftungsfeste”). Popularne były również tzw. „Frühschoppenkonzerte”, czyli przedpołudniowe koncerty połączone z obowiązkowym drinkiem. Jeśli pogoda sprzyjała, wielu elblążan wyruszało w plener – w Niedzielę Wielkanocną 1913 r. około 700 osób wybrało się parowcem „Preußen” do Krynicy Morskiej.

Choć Święta Wielkanocne dostarczały na ogół elblążanom wiele radości i wytchnienia od codziennych obowiązków, bywały takie okresy w historii, gdy okresu tego nie znamionowała przynależna mu radość i nadzieja. Było tak zwłaszcza podczas I wojny światowej. Już w pierwsze „wojenne” Święta w 1915 r. szpalty lokalnej prasy zapełnione były nie reklamami świątecznych zajączków, ale bielizny dla żołnierzy oraz portretów cesarza, następcy tronu  i Hindenburga do powieszenia na ścianie. Dochód z wielkotygodniowych koncertów miejscowych towarzystw śpiewaczych i muzycznych przeznaczany był na podyktowane wojną potrzeby i tak np. wpływy z koncertu Elbląskiego Konserwatorium przeznaczone były na rzecz inwalidów wojennych, a chóru kościoła Bożego Ciała na rzecz rodzin poległych. Atmosfery nie poprawiały również doniesienia o ofiarach, w tym także elblążanach – 29 marca w gazecie „Elbinger Neueste Nachrichten” ukazał się nekrolog poległego kilka tygodni wcześniej „za cesarza i ojczyznę” zaledwie 19-letniego Fritza Horsta. Ten sam dziennik przypominał mieszkańcom, by powstrzymywali się od głośnego rozmawiania w miejscach publicznych o poległych, będących „konieczną ofiarą” toczonej wojny – oficjalnie po to, by nie pomnażać cierpienia bliskich zmarłych żołnierzy, którzy mogliby być świadkami takich rozmów.  Z kolei 10 kwietnia 1938 r. – dokładnie w Niedzielę Palmową – elblążanie masowo wzięli udział w referendum, w którym obywatele Niemiec i Austrii mieli się ustosunkować do dwóch spraw, połączonych jednakże w jedno pytanie: „Czy zgadzasz się na połączenie Austrii z Rzeszą Niemiecką i  głosujesz na listę naszego Führera Adolfa Hitlera?” Jak donoszono, na 53376 elblążan uprawnionych do głosowania jedynie 146 było przeciw, oddano zaledwie 35 nieważnych głosów, a 55 mieszkańców nie wzięło udziału w głosowaniu. Niewątpliwie atmosfera każdych kolejnych Świąt Wielkanocnych  począwszy od tych w 1940 r. była – wbrew oficjalnej propagandzie – coraz mniej radosna i entuzjastyczna, na co wpływały zwłaszcza ukazujące się regularnie, z o wiele większą częstotliwością niż podczas I wojny światowej, nekrologi elblążan poległych tym razem „za Führera i ojczyznę”. Na Wielkanoc 1943 r. zabronione były wszelkie podróże koleją w celu odwiedzenia rodziny, gdyż cały transport kolejowy przestawiony został na potrzeby „wojny totalnej”, elblążanom towarzyszyło natomiast na co dzień zaciemnienie, w tym okresie obowiązkowe od godziny 20.45 do 5.20.

Autor: Joanna Szkolnicka

Reklama prasowa